sobota, 22 marca 2014

Prolog

Cztery ściany, jedno łóżko i wokół ciemność. O tak to mój świat. Świat Any. To piękne miejsce jest moim rajem na ziemi. Wszystko czego pragnę jest tu. Pewnie każdy teraz sobie pomyśli co za psychiczna laska, ale wiecie co macie rację W końcu zdrowi ludzie nie trafiają do psychiatryka od tak. O, a gdzie moje maniery. Więc mam na imię Ana i mam 18 lat, a od 3 choruję na ,,anoreksje''. Dla mnie to nie jest choroba tylko styl życia. Kiedy nie jem czuję się szczęśliwa, wolna. Jednak ludzie tego nie rozumieją. Sądzą, że mam niepokoleqi w głowie. Oboże ludzka głupota nie zna granic. Tak naprawdę tylko jedna osoba mnie rozumiała. Znaczy tak mi się wydawało. Okazał się on perfidną świnią, której chodziło tylko o jedno. Zresztą mi też....


No to mamy juz prolog. Podoba się. Przepraszam, że taki krótki, ale wiecie zero weny xd
5 komentarzy= next 
haha taki mały szantarzyk na sam początek. Wybaczcie xoxo

poniedziałek, 10 marca 2014

Bohaterowie

                                                                            
                                                                  Anastazja Momsen

Nie py­taj­cie skąd we mnie ty­le brzmień.
Skrzyp­ce cicho grają „Szczęście”.
Bębny tłumią ich melodię.
Grają hucznie swój przeklęty „Smutek”.
Flet gdzieś w kącie gra o „Miłość”.
Ale za­raz jest przeg­ra­ny o te kil­ka „Wątpliwości”.
A ktoś cicho, led­wo słychać,
na piani­nie gra „Nadzieję”...
Ten in­stru­ment zapamiętam....  


Luke Brooks

 Zas­kocze­nie jest ele­men­tem bu­dującym całą za­bawę. Myśli­my so­bie, że dob­rze jest jak jest, a tu nag­le świat od­wra­ca się do góry no­gami. Nie poj­mu­jemy ciągów następujących po so­bie wy­darzeń...Bez­miar myśli ogar­nia nasze ciało... Po­tem zbiera­my się, przyj­mu­jemy wszys­tko z po­korą, bo być może już ko­niec niespodzianek...


Janoskians

Sza­cunek wzbudza­ny strachem jest mniej więcej tak sa­mo żałos­ny jak po­pular­ność zrodzo­na pieniądzem.  

Ben Collins

Są trzy fa­zy ujaw­niania się praw­dy. Naj­pierw praw­da jest ośmie­sza­na, po­tem spo­tyka się z gwałtow­nym opo­rem, a na ko­niec trak­to­wana jest ja­ko oczywistość.