sobota, 27 września 2014

rozdział 2

Ludzie to jednak tępe istoty nie rozumieją jak ktoś im coś mówi. Powtórzyłam mu już chyba z milion razy, że nie mam zamiaru rozmawiać. Z tego miejsca wychodzisz bardziej popierdolony niż jak tu wszedłeś. Tu w nocy nie da się spokojnie spać. Ciągłe krzyki i płacz na korytarzu to uniemożliwiają. - ..... Musisz zrozumieć, że to Ci nic nie da... - bla, bla, bla pierdolenie. Gościu myśli, że jak zacznie mi pierdolić o życiu to się przełamie i zacznęł jeść. A to wcale tak nie wygląda. Jak to kiedyś ojciec gadał "Anoreksja- po prostu jedz, bulimia po prostu trzymaj to w sobie, okalecza się- przestań, depresja- zapomnij" łatwo mówić tym co tego nie przeżyli.
Po 30 minutach w końcu wyszedł zdając sobie sprawę że jego gadanie na nic się nie zda. Prawidłowo. Moje rozmyślania przerywa wchodząca pielęgniarka, która oznajmia, że za 15 minut obiad. Pójdę tam poudaje, że jem a oni mi uwierzą lub nie już mnie to nawet nie obchodzi. Pewnie dadzą mi jakieś leki na apetyt.
Spojrzałam na zegarek. Wskazywał 12:30 mam jakieś pięć minut do tego cholernego obiadu. No nic trzeba się zbierać. Wstałam z łóżka zakładając za duży na mnie sweter i ubrałam na nogi puszyste kapcie. Wychodząc spokoju natknęłam się na dziewczynę chorowała na schizofrenie. Zapamiętałam ją z jakiś grupowych zajęć. Mniejsza z nią.
Weszłam na stołówkę gdzie panował okropny gwar. Jezu jak ja tego miejsca nie nawidzę. Najchętniej bym stąd uciekła. Wzięłam tace i podeszłam do kucharki, która miała minę jakbym jej cos zrobiła. Może już sama straciła chęci do życia? Nie zdziwiła bym się. Każdy kto tu przpebywa dłużej niż 5 minut ją traci. Tak było i ze mną